#15 Systematyczność

Wyobraźnię mam rozwiniętą bardzo przyzwoicie. Dlatego jestem sobie w stanie wyobrazić nordic walkera lub z nie mniejszą przyjemnością nordic walkerkę osiągających swoje pierwsze cele lub ustanawiających całkiem niezłe rekordy, trenujących bez planu treningowego lub nawet nieposiadających żadnej wiedzy z zakresu treningu. To może się udawać. Nawet przez rok lub dwa będą się oni rozwijali ale w końcu ich intuicyjny trening przestanie przynosić zakładane dalsze postępy, paliwo będące tylko dobrymi chęciami wyczerpie się i przyjdzie pewna stagnacja.

Początkowy rozwój jest raczej pewny, szczególnie gdy „za młodu” takie osoby miały do czynienia ze sportem. Właściwie biorąc pod uwagę, że każdy z nas może mieć indywidualne predyspozycje dodające mu przewagi nad innymi, nie muszę sobie wyobrażać prawdziwych talentów wytrzymałościowych, bo takich ludzi znam.

Jednak zauważam, że dziś w nordic walkingu najlepszymi zaczynają być Ci, którzy stawiają na przemyślany trening. Oni, one maszerują bardzo szybko i wielu z nas może tylko pomarzyć o takiej formie natomiast gdyby Ci mistrzowie wyjęli ze swoich treningów jeden malutki element układanki mogą nigdy nie rozwinąć talentu jaki dostali od losu. Mogą nigdy nie zobaczyć formy jaką mogliby osiągnąć.

Właśnie dlatego najtrudniej przychodzi mi wyobrażenie sobie rosnącej formy bez „systematyczności” w treningu.

Często znajomi pytają mnie:

A ile razy w tygodniu trenujesz, pewnie codziennie? – na takie pytanie odpowiadam szczerze.

Jestem leniwy, chodzenie na treningi codziennie to masakra, ja maszeruję przez większość sezonu 3 i pół raza w tygodniu.

Czyli jak, tylko tyle… – tu zawsze muszę się wytłumaczyć widząc zdziwienie na twarzy rozmówcy.

3 i pół to znaczy co drugi dzień, raz wychodzi 3 razy w tygodniu a w następnym 4, jest to optymalne również dlatego, że realizując taki plan mam co dwa tygodnie wolną niedzielę lub sobotę, Ci którzy trenują wtorek, czwartek, sobota i niedziela nie mają wolnych weekendów. Pod koniec sezonu nieraz maszeruję częściej.

I to wystarcza? – pytają zdumieni.

Tak ale tylko pod warunkiem, że robię to SYSTEMATYCZNIE.

Od razu pozwolę sobie zwrócić uwagę nieco wolniejszym ode mnie amatorom, często traktującym nordic walking w ujęciu czysto prozdrowotnym. Po co maszerujecie więcej niż 4 razy w tygodniu? Lepiej przyspieszcie, zwiększając tempo zamiast wydłużać same treningi czy wychodzić na kije codziennie (ale o tym pisałem i będę jeszcze pisał wielokrotnie).

Wracając do wcześniejszego dialogu – takich rozmów odbyłem w życiu kilkadziesiąt. Wolałbym trenować nordic walkera, który maszeruje 3-4 razy w tygodniu niż takiego, który robi to codziennie lub 5 dni w tygodniu a potem 4, 5 dni albo nawet tydzień odpoczywa lub najczęściej musi po takim treningu odpoczywać, ponieważ jest wypalony, zmęczony, chory lub nawet ma kontuzję przeciążeniową.

W mojej przygodzie z bieganiem wszystkie naciągnięcia mięśni, problemy z kolanami brały się, gdy biegałem 5 razy w tygodniu. Wyniki przy 5 treningach w tygodniu miałem gorsze niż przy systemie treningu co drugi dzień. Szybko przeszedłem na mniejszą ilość treningów stawiając na ich jakość i znowu to podkreślę systematyczność.

Kiedyś byłem u swojego lekarza rodzinnego. Pani doktor zapytała mnie czy dalej biegam odpowiedziałem, że już prawie 10 lat. Doradziła mi abym uważał na stawy. Zapewniłem ją, że moje stawy są w lepszy stanie niż 10 lat temu, łykam co jakiś czas glukozaminę i dzięki ćwiczeniom uzupełniającym robionym również co jakiś czas, nie boli mnie kręgosłup. Pani doktor pokiwała głową i powiedziała, bo ruch jest zdrowy tylko z umiarem. Wtedy to ja pokiwałem głową ze zrozumieniem i potwierdziłem – Zgadzam się ruch jest zdrowy z umiarem i… systematycznie.

Nordic walking mniej obciąża nasze ciało niż wspomniane bieganie, aczkolwiek nawet tu moim zdaniem obowiązuję hasło: co za dużo to nie…

Co daje nam systematyczność?

Przede wszystkim to, że nie robimy kroków wstecz. Jeśli przyjąć, że każdy trening to mały kroczek do przodu dla naszej formy to odwrotnie każdy dzień przerwy ponad planowy odpoczynek to krok lub dwa kroki w tył. Przypominam sobie jeszcze inny dialog:

Zawsze chce Ci się chodzić na te treningi, nawet w złą pogodę? – odpowiadam wtedy:

Bardzo często „nie” ale gdy tylko pomyślę, że trening opuszczony przekreśla trening odbyty 2 dni temu cofając mnie znowu w to samo miejsce to zakładam buty i biegnę (dziś maszeruję).
Ostatnio układałem plan treningowy dla kolegi zapytałem go tak: Nie mów mi ile razy w tygodniu chciałbyś biegać, nie mów mi ile razy będziesz biegał, nawet nie mów mi jaki chcesz uzyskać wynik (o tym tylko pomyślałem) – powiedz mi ile razy najmniej biegałeś w ostatnich miesiącach i zrobimy plan pod taki scenariusz a jeśli będziesz miał czas na więcej będziemy na bieżąco ten plan modyfikować ale np. 3 dni to minimum systematyczności. Wtedy zobaczymy jaki wyjdzie Ci wynik ja jestem pewny, że lepszy niż rok temu o tej porze.

Choroby czy kontuzje psują takie założenia, podobnie jak niezapowiedziana inspekcja teściowej w domu czy imieniny żony lub męża o których zapomnisz, ale tylko takie zdarzenia powinny burzyć Twoją systematyczność a nie Twoje wymówki.

Maszeruję z kijami mniej niż kiedyś biegałem, natomiast mimo upływu lat mam lepszą kondycję, bo m.in. bardziej zwracam uwagę na jakość treningów a przez to również na systematyczność, regeneracje czy prawidłowo dobrany do fazy budowania formy – trening. Polecam rozwiązanie maszeruj mniej, ale systematycznie – czyli nawet nie coś za coś, ale coś dla czegoś.

Znowu uruchamiam wyobraźnie i widzę, że są dyscypliny sportu, w których nawet kilkumiesięczna kontuzja czy przerwa w treningach może zostać nadrobiona przez zaledwie kilka tygodni pracy. Piłkarze nawet Ci z naszej reprezentacji leczą urazy i wracają do kadry po kilku czy kilkunastu tygodniach treningów, zwodów z piłką podobnie jak jazdy na rowerze nie zapomina się tak szybko.

Wśród biegaczy czy nas nordic walkerów półroczna przerwa oznaczałaby rozpoczęcie zabawy od początku, pewnie za drugim razem każdy z nas potrzebowałby mniej czasu na zbudowanie wytrzymałości czy szybkości, ale zawsze byłby to start od zera. Te przykłady są skrajne, ale przecież wielu z nas robi przerwę kilkunastotygodniową lub kilku miesięczną w zimie. To że organizm powinien wtedy odpocząć jest ze wszech miar słuszne, ale czy lepiej odpoczywać 3 tygodnie czy 3 miesiące to już inne zagadnienie, bo po 3 miesiącach pewnie zaczynasz od nowa.

Każdy opuszczony trening w planie to krok w tył w zależności od długości przerwy krok mały lub duży to od Ciebie zależy czy w budując swoją formę maszerując nawet tylko dla przyjemności na 50 kroków w przód przypadnie 2 lub 7 a może 10 kroków w tył. To jest właśnie systematyczność. Łatwiej ją nazwać niż przygarnąć pod dach, ale prawda jest taka – Imię Twojej formy brzmi systematyczność. Dopiero dalej jest odpowiedni plan treningowy i nieco wiedzy w zakresie treningu, regeneracji, odżywiania itd.

Na koniec żartobliwie dwa zdania o tym, że szybkie marsze potrafią by szkodliwe. Kiedyś pokonałem trasę zawodów zdecydowanie przed kolega, z którym przyjechałem na zawody. On miał kluczyki do auta a ja niesiony euforią wyniku chodziłem tam i z powrotem ciesząc się do wszystkich mijanych ludzi. Niestety tak zmarzłem, że potem rozchorowałem się całkiem poważnie, zatem wolne marsze nawet na zawodach też mają swoje zalety.

Zapraszam na bonus w zakresie tematu systematyczności… KLIKNIJ TUTAJ